~Chazzy.
- Nie, nie, nie , stop!
Westchnęłam głęboko.
Jestem prawie pewna że Mikey znowu doczepi się coś mnie,
bo robi to na każdej próbie już od tygodnia.
Zdjęłam słuchawki, opierając ręce na biodrach.
- Skup się Chaz, w ogóle nie trafiasz w dźwięki!
- Czy ty ciągle musisz mieć jakiś problem?!
Odwarknęłam , z całej siły pchając szklane drzwi, małego pomieszczenia w którym się znajdowałam.
- Mam ciągle problem, ale z tobą! Jak ma coś z tego na prawdę wyjść to musimy się postarać, a z tego co widzę to tobie się na to nie zapowiada!
- Staram się jak mogę!
- Przestaniecie się kłócić!?
Wrzasnęła Rikki, wymieniając spojrzenia, tu na mnie, tu na Mikey.
- Ona się o wszystko do mnie dopierdala!
- Bo podchodzisz lekceważąco do sprawy. To jest ważne. Reprezentujemy szkołę.
- Ja najwyraźniej nie sięgam do wymagań LINKIN PARK?
Mój cały gniew przejawiał się w głośnym krzyku na brunetkę, który powoli zaczął się załamywać z każdym nowym zdaniem.
- To może powinniście poszukać sobie nowej wokalistki!
Rzuciłam za siebie , bo czym z niezadowoleniem opuściłam salę muzyczną.
*.*.*
Przed samym wejściem na ogródek, napadł mnie deszcz.
Czując już pierwsze krople na nagich ramionach, wbiegłam na werandę.
Pchnęłam drzwi , i weszłam do środka, jedyne co słyszałam to tykanie zegara, skrzypnięcia podłogi przy moich krokach , czasem dźwięk pieszczochy jak obiłam się o jakiś mebel.
Było bardzo cicho.
- Wiem o której wracasz.. - Cichy głos mężczyzny, dochodził zza moich pleców, przerażona odwróciłam się gwałtownie, i zanim kim jest osoba która je wypowiedziała , zostałam przygwożdżona do ściany.
- Dzień dobry kochanie.. - Wyszeptał mi do ucha, całując mnie delikatnie w szyję.
- Zostaw mnie! - Sapnęłam, próbując do odepchnąć , lecz byłam na to za słaba.
- Nie udawaj.. wiem że mnie kochasz. - Powiedział patrząc mi w oczy, nie przejmując się moją bez sensowną szarpaniną.
Spenser złapał mnie za rękę, i zaczął mnie ciągnąć w stronę sypialni.
- Zostaw mnie! - Warknęłam , biorąc do ręki szklany dzbanek, uderzając nim mężczyznę w głowę.
Naczynie stłukło się na wiele małych kawałków, które pokaleczyły tył głowy Chłopaka, lecz on nie przejął się tym , tylko przygwoździł mnie równie gwałtownie jak ostatnio do ściany.
- Przestań kochanie, nie zrobię ci krzywdy, zależy mi na tobie..
Wyszeptał zmysłowo, całując mnie w usta, po czym wziął mnie na ręce zanosząc mnie do sypialni.
Moje szarpaniny nie miały sensu, nic już nie miało sensu.
Poddałam się, gdy przekręcił klucz w drzwiach pokoju , kiedy byliśmy już w środku.
***
Otworzyłam gwałtownie oczy, byłam w tym samym pokoju.
Całkiem sama, rozejrzałam się dokładnie dla pewności, że tego mężczyzny już nie ma w moim mieszkaniu.
W trakcie zbierałam porozrzucane części garderoby, wkładając je na siebie.
Ma moim wiele widniało wiele siniaków, zadrapań które prawdę mówiąc wyrządziłam sobie sama w chęci samoobrony.
Na samą myśl o tym, co się stało, po powrocie ze szkoły, przewraca mi się w żołądku, czuję ucisk w gardle, a w oczach pojawiają się łzy.
Chodziłam z Spenem do wcześniejszych szkół, ale nie znałam go dobrze , w ogóle go nie znałam.
Mijałam go na korytarzu, jak każdego z uczni.. Nie wiedziałam że może mieć takie plany co do mojej osoby.
Oparłam się plecami o ścianę, i zaczęłam intensywnie płakać.
On mnie zgwałcił.. w moim własnym domu.
Nie rozumiem jak to się stało, jak to jest w ogóle możliwe,
dlaczego to się przytrafiło właśnie mnie?
*.*.*
Mikey ~
Jest już 10.00 ?
Co?!
Siedziałam całą noc nad tą piosenką?
Ziewnęłam , przecierając zmęczone oczy, przy tym rozmazując sobie wczorajszy makijaż.
Obejrzałam się zza siebie, by zobaczyć, co się stało z dziewczynami , bo miałam tak zawaloną głowę, że nawet nie zwróciłabym uwagi na to że ktoś włamał mi się do mieszkania.
- Bez Chazz sobie nie poradzę.. - Wymamrotałam zachrypniętym głosem, patrząc na Dany, która spała na kanapie z zawieszoną głową w dół i otwartą buzią.
Rozejrzałam się jeszcze dokładniej, czy ktoś jeszcze nie śpi pod stertą śmieci na podłodze, lecz nie, na noc u mnie została tylko Phoenix.
Sięgnęłam po niebieską karteczkę samoprzylepną, i napisałam na niej krótki liścik dla Dany.
" Słuchaj Ruda, jadę pogadać z Chaz, będę za niedługo.. jak będziesz wychodzić, to klucz jest w mojej szufladzie.
A.. i nie rób proszę bałaganu w reszcie domu, i tak mam dużo do sprzątania w tym pokoju.
Mikeyla. "
Oderwałam kartkę od sterty, i przykleiłam ją do drzwi, przed które wyszłam.
Miałam już sięgnąć po kurtkę , lecz na widok swojego odbicia ryknęłam śmiechem.
- Matko boska.. - Powiedziałam, widząc swój rozmazany makijaż i rozwalony kucyk.
Pośpiesznie pobiegłam do łazienki, umyć twarz i zrobić nowy makijaż , oczywiście bez ciemnego cienia do oczy, bo nie mam na to czasu.
Jak najszybciej uporałam się z włosami, i wkładając kurtkę, podczas wypluwania wody do płukania, po umyciu zębów, byłam gotowa by wyjść z domu.
Była już 11.30 , tak, ja nie potrafię się szybko zbierać, nawet jeśli się śpieszę i robię sto rzeczy jednocześnie.
Dobrze że Bennington nie mieszka jakieś kilometry ode mnie, tylko mniej więcej dwie ulice dalej, więc postanowiłam jechać rowerem, nie minął nawet kwadrans, a mój środek transportu stał już pod drzwiami dziewczyny.
Niesamowicie zdziwił mnie fakt, że drzwi domu Chazz nie były zamknięte na klucz, i wystarczyło przycisnąć klamkę i lekko je pchnąć, by znaleźć się w jej mieszkaniu.
To było dziwne, przecież ona nie wstaje przez 12.00.
Już przy samym wejściu do mieszkania, coś chrupnęło mi pod podeszwą , podniosłam nogę, spostrzegając pokruszony odłamek szkła.
Gdy mój wzrok powędrował dalej, zorientowałam się , że takich kawałków, leży tu na podłodze całkiem spoko.
- Chazzy? - Krzyknęłam, oglądając się po z pozoru pustym budynku.
- Chazz przepraszam za wczoraj! Nie chcemy nowej wokalistki, jesteś najlepsza!
Krzyknęłam ze skruchą, nadal nie potrafiąc odnaleźć czerwonowłosej.
W pewnym momencie usłyszałam cichy szloch, więc stanęłam w bezruchu, by móc zlokalizować skąd on pochodzi.
Gdy zdałam sobie sprawę że zza schodów, ruszyłam w tamtą stronę , szybkim pewnym krokiem.
- Chazz? - Wyszeptałam, i moim oczom ukazała się skromnie ubrana dziewczyna, z podwiniętymi kolanami aż do twarzy, w które była wtulona.
- Matko Boska, Chazzy co się stało? - Powiedziałam spanikowana, upadając na kolana przed nią.
Jej ciało było w masakrycznym stanie, ręce i całe nogi były posiniaczone i podrapane aż do krwi, a ona sama siedziała kompletnie złamana pod ścianą we własnym domu.
- Chazzy.. - Wyszeptałam bezradnie, łapiąc dziewczynę za chudą, bladą dłoń.
Bennington podniosła na mnie swój przepełniony bólem wzrok , po czym rzuciła mi się na szyję w rozpaczy.
- Co się stało ? - Powiedziałam spokojnie, gładząc ją po plecach, nie wiem co jej jest, dlaczego jest w takim stanie, dlaczego ona płaczę? Co się działo kiedy mnie z nią nie było?
*.*.*
Chazzy ~
Wtuliłam się najmocniej jak potrafiłam w siedzącą przede mną szatynkę.
Miałam ochotę umrzeć, miałam ochotę zniknąć z tego świata.
- Powiedz co się stało...proszę..
Słyszałam ciągle, ale ja nie chciałam o tym mówić, czułam się nikim, czułam się śmieciem.
- On mnie zgwałcił.. - Wyszeptałam, przełykając ciężko ślinę, leszcze bardziej popadając w rozpacz.
Zaskoczona przyjaciółka, spojrzała na mnie wielkimi oczyma, nadal mnie obejmując.
- Kto? - Zapytała , ocierając mi łzy z policzka.
- Spenser.. - Powiedziałam bardzo głęboko oddychając, by ponownie nie wybuchnąć nieopanowanym płaczem.
Widziałam na twarzy dziewczyny, że nie kojarzy osoby o której mówię, nie mam jej tego mam jej tego za złe, nie mam nikomu niczego za złe.. tylko jemu że mi to zrobił.
~ Rikki.
- Czy Mikeyla na pewno nie zdenerwuję się o to , że używamy jej miksera do robienia szejków?
Zapytałam, patrząc na swój kubeczek z napojem.
- Ona mi pozwoliła u niej siedzieć, mam to na piśmie. - Powiedziała, machając małą niebieską karteczką, mi przed twarzą.
- Martwi mnie to że się nie odzywa, skoro wyszła do Chazzy jakieś 3 godziny temu, i nie dała znaku życia.
Stwierdziłam , biorąc łyk szejka, a ona spojrzała na mnie z bardzo dużymi oczami.
- Sądzisz że Chazzy ją zabiła, za jej słowa, albo ją torturuję, albo zabiła, i zakopała ją u siebie w ogrodzie?
Przewróciłam oczyma, i spojrzałam na nią z ukosa.
- Sądzę że powinnyśmy zadzwonić do Mikeyli i zapytać, czy Chazzy wróci do zespołu.
*.*.*
~ Mikey.
Siedziałam naprzeciwko roztrzęsionej dziewczyny, przyglądając się jej, jak z ledwością przełyka kakao które jej zrobiłam.
W tym momencie usłyszałam " Metallica - The Memory Remains"
Co oznaczało, że dzwoni mi telefon.
Gdy zauważyłam na wyświetlaczu napis " Rikki "
Wstałam z miejsca przykładając komórkę do ucha, robiąc gest dłonią, że zaraz wrócę, po czym weszłam do pokoju obok, zamykając za sobą drzwi.
- Mikey gdzie jesteś.. co z Chazz? - Zapytała lekko podenerwowana perkusistka, ja zaś oparłam się o parapet przykładając dłoń do czoła.
- Wszystko się pokomplikowało.. Chazzy miała wypadek.. znaczy...
- Co ? Jaki wypadek? - Stanowczo głos należał do Danny , więc pewnie były u mnie w domu.
- Nie wypadek.. została... - Przez chwilę zawiesiłam głos. - Zgwałcona..
Wymamrotałam niepewnie, po drugiej stronie słuchawki zastała cisza.
- Za niedługo będziemy.. - Powiedziała cicho Rikki i rozłączyła się.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, przyglądając się tępo cyferką oznaczającym czas rozmowy, lecz nie interesowało mnie to.. wkładając telefon do kieszeni, ponownie oparłam się o parapet, lecz tym razem moja ręka na coś natrafiła, podniosłam to, i przyjrzałam się odnalezionemu przedmiotowi.
Była to pusta strzykawka, nie mam pojęcia skąd to się wzięło, Chazzy bierze?
Wyszłam z pokoju, nadal mając znalezisko w dłoni.
Czerwonowłosa patrzyła tępo w jeden punkt, już była przebrana, miała na sobie jakiś mało ładny sweter w paski , i czarne spodnie.
- Co to jest? - Zapytałam, z tonem zdenerwowanej matki, pokazując strzykawkę.
Dziewczyna podniosła na mnie wzrok, marszcząc czoło.
- To nie moje.. - Zaprzeczyła wystraszona, patrząc na mnie wielkimi oczyma.
- A czyje? Leżało u ciebie na parapecie! Znowu bierzesz?
- Mikey przysięgam, to nie moje! - Powiedziała desperacko, podwijając rękawy, z chęcią pokazania mi że nie ma śladów na ręce po strzykawce, lecz siniaki i zadrapania, skutecznie jej to uniemożliwiały.
Chazz ze swojej niemocy, znowu wybuchnęła płaczem, zasłaniając twarz dłońmi.
Byłam na siebie wściekła, MIKEY NIE WIDZISZ TEGO ŻE ONA NIE KŁAMIE. Skarciłam się w myślach , i wyrzucając strzykawkę, podeszłam do niej, i mocno ją przytuliłam.
- Przepraszam.. wierzę ci.. - Powiedziałam cicho, całując ją w czubek głowy.
W tym momencie do budynku weszły Danny i Rikki, patrząc na nas.
Basistka podbiegła do Chazzy, mocno się do niej przytulając.
- Kto to zrobił? - Powiedziała Bourdon, patrząc na mnie z poważną miną.
- Jakiś "Spenser" - Stwierdziłam, patrząc w jej stronę, a ona przegryzła wargę, zamieniając dłonie w pięści.
Wydaje mi się , że jednak ona wie o kogo chodzi.
- Znajdę i zjebie jak psa, po czym go poćwiartuję, patrząc jak błaga o litość. - Warknęła perkusistka, ruszając w stronę wyjścia, ja zaś rzuciłam się za nią w pogoń łapiąc ją za rękę.
- Uspokój się Rikki.. zadzwońmy na policję..
- Nie, nie na policję! - Krzyknęła Bennington, patrząc na nas z przerażeniem.
- Dlaczego nie? - Zapytałam w chórku z Danny, podchodząc do dziewczyny.
- Bo on mnie znajdzie, i mnie zabiję.. - Wszystkie popatrzyłyśmy nawzajem po sobie, z bezradnością, marszcząc czoło.
- Ja chyba wiem co musimy zrobić.. - Wyszeptała Rikki, spoglądając na mnie.
***
Myślałam że już tego nigdy nie napiszę. (:
- Nie, nie, nie , stop!
Westchnęłam głęboko.
Jestem prawie pewna że Mikey znowu doczepi się coś mnie,
bo robi to na każdej próbie już od tygodnia.
Zdjęłam słuchawki, opierając ręce na biodrach.
- Skup się Chaz, w ogóle nie trafiasz w dźwięki!
- Czy ty ciągle musisz mieć jakiś problem?!
Odwarknęłam , z całej siły pchając szklane drzwi, małego pomieszczenia w którym się znajdowałam.
- Mam ciągle problem, ale z tobą! Jak ma coś z tego na prawdę wyjść to musimy się postarać, a z tego co widzę to tobie się na to nie zapowiada!
- Staram się jak mogę!
- Przestaniecie się kłócić!?
Wrzasnęła Rikki, wymieniając spojrzenia, tu na mnie, tu na Mikey.
- Ona się o wszystko do mnie dopierdala!
- Bo podchodzisz lekceważąco do sprawy. To jest ważne. Reprezentujemy szkołę.
- Ja najwyraźniej nie sięgam do wymagań LINKIN PARK?
Mój cały gniew przejawiał się w głośnym krzyku na brunetkę, który powoli zaczął się załamywać z każdym nowym zdaniem.
- To może powinniście poszukać sobie nowej wokalistki!
Rzuciłam za siebie , bo czym z niezadowoleniem opuściłam salę muzyczną.
*.*.*
Przed samym wejściem na ogródek, napadł mnie deszcz.
Czując już pierwsze krople na nagich ramionach, wbiegłam na werandę.
Pchnęłam drzwi , i weszłam do środka, jedyne co słyszałam to tykanie zegara, skrzypnięcia podłogi przy moich krokach , czasem dźwięk pieszczochy jak obiłam się o jakiś mebel.
Było bardzo cicho.
- Wiem o której wracasz.. - Cichy głos mężczyzny, dochodził zza moich pleców, przerażona odwróciłam się gwałtownie, i zanim kim jest osoba która je wypowiedziała , zostałam przygwożdżona do ściany.
- Dzień dobry kochanie.. - Wyszeptał mi do ucha, całując mnie delikatnie w szyję.
- Zostaw mnie! - Sapnęłam, próbując do odepchnąć , lecz byłam na to za słaba.
- Nie udawaj.. wiem że mnie kochasz. - Powiedział patrząc mi w oczy, nie przejmując się moją bez sensowną szarpaniną.
Spenser złapał mnie za rękę, i zaczął mnie ciągnąć w stronę sypialni.
- Zostaw mnie! - Warknęłam , biorąc do ręki szklany dzbanek, uderzając nim mężczyznę w głowę.
Naczynie stłukło się na wiele małych kawałków, które pokaleczyły tył głowy Chłopaka, lecz on nie przejął się tym , tylko przygwoździł mnie równie gwałtownie jak ostatnio do ściany.
- Przestań kochanie, nie zrobię ci krzywdy, zależy mi na tobie..
Wyszeptał zmysłowo, całując mnie w usta, po czym wziął mnie na ręce zanosząc mnie do sypialni.
Moje szarpaniny nie miały sensu, nic już nie miało sensu.
Poddałam się, gdy przekręcił klucz w drzwiach pokoju , kiedy byliśmy już w środku.
***
Otworzyłam gwałtownie oczy, byłam w tym samym pokoju.
Całkiem sama, rozejrzałam się dokładnie dla pewności, że tego mężczyzny już nie ma w moim mieszkaniu.
W trakcie zbierałam porozrzucane części garderoby, wkładając je na siebie.
Ma moim wiele widniało wiele siniaków, zadrapań które prawdę mówiąc wyrządziłam sobie sama w chęci samoobrony.
Na samą myśl o tym, co się stało, po powrocie ze szkoły, przewraca mi się w żołądku, czuję ucisk w gardle, a w oczach pojawiają się łzy.
Chodziłam z Spenem do wcześniejszych szkół, ale nie znałam go dobrze , w ogóle go nie znałam.
Mijałam go na korytarzu, jak każdego z uczni.. Nie wiedziałam że może mieć takie plany co do mojej osoby.
Oparłam się plecami o ścianę, i zaczęłam intensywnie płakać.
On mnie zgwałcił.. w moim własnym domu.
Nie rozumiem jak to się stało, jak to jest w ogóle możliwe,
dlaczego to się przytrafiło właśnie mnie?
*.*.*
Mikey ~
Jest już 10.00 ?
Co?!
Siedziałam całą noc nad tą piosenką?
Ziewnęłam , przecierając zmęczone oczy, przy tym rozmazując sobie wczorajszy makijaż.
Obejrzałam się zza siebie, by zobaczyć, co się stało z dziewczynami , bo miałam tak zawaloną głowę, że nawet nie zwróciłabym uwagi na to że ktoś włamał mi się do mieszkania.
- Bez Chazz sobie nie poradzę.. - Wymamrotałam zachrypniętym głosem, patrząc na Dany, która spała na kanapie z zawieszoną głową w dół i otwartą buzią.
Rozejrzałam się jeszcze dokładniej, czy ktoś jeszcze nie śpi pod stertą śmieci na podłodze, lecz nie, na noc u mnie została tylko Phoenix.
Sięgnęłam po niebieską karteczkę samoprzylepną, i napisałam na niej krótki liścik dla Dany.
" Słuchaj Ruda, jadę pogadać z Chaz, będę za niedługo.. jak będziesz wychodzić, to klucz jest w mojej szufladzie.
A.. i nie rób proszę bałaganu w reszcie domu, i tak mam dużo do sprzątania w tym pokoju.
Mikeyla. "
Oderwałam kartkę od sterty, i przykleiłam ją do drzwi, przed które wyszłam.
Miałam już sięgnąć po kurtkę , lecz na widok swojego odbicia ryknęłam śmiechem.
- Matko boska.. - Powiedziałam, widząc swój rozmazany makijaż i rozwalony kucyk.
Pośpiesznie pobiegłam do łazienki, umyć twarz i zrobić nowy makijaż , oczywiście bez ciemnego cienia do oczy, bo nie mam na to czasu.
Jak najszybciej uporałam się z włosami, i wkładając kurtkę, podczas wypluwania wody do płukania, po umyciu zębów, byłam gotowa by wyjść z domu.
Była już 11.30 , tak, ja nie potrafię się szybko zbierać, nawet jeśli się śpieszę i robię sto rzeczy jednocześnie.
Dobrze że Bennington nie mieszka jakieś kilometry ode mnie, tylko mniej więcej dwie ulice dalej, więc postanowiłam jechać rowerem, nie minął nawet kwadrans, a mój środek transportu stał już pod drzwiami dziewczyny.
Niesamowicie zdziwił mnie fakt, że drzwi domu Chazz nie były zamknięte na klucz, i wystarczyło przycisnąć klamkę i lekko je pchnąć, by znaleźć się w jej mieszkaniu.
To było dziwne, przecież ona nie wstaje przez 12.00.
Już przy samym wejściu do mieszkania, coś chrupnęło mi pod podeszwą , podniosłam nogę, spostrzegając pokruszony odłamek szkła.
Gdy mój wzrok powędrował dalej, zorientowałam się , że takich kawałków, leży tu na podłodze całkiem spoko.
- Chazzy? - Krzyknęłam, oglądając się po z pozoru pustym budynku.
- Chazz przepraszam za wczoraj! Nie chcemy nowej wokalistki, jesteś najlepsza!
Krzyknęłam ze skruchą, nadal nie potrafiąc odnaleźć czerwonowłosej.
W pewnym momencie usłyszałam cichy szloch, więc stanęłam w bezruchu, by móc zlokalizować skąd on pochodzi.
Gdy zdałam sobie sprawę że zza schodów, ruszyłam w tamtą stronę , szybkim pewnym krokiem.
- Chazz? - Wyszeptałam, i moim oczom ukazała się skromnie ubrana dziewczyna, z podwiniętymi kolanami aż do twarzy, w które była wtulona.
- Matko Boska, Chazzy co się stało? - Powiedziałam spanikowana, upadając na kolana przed nią.
Jej ciało było w masakrycznym stanie, ręce i całe nogi były posiniaczone i podrapane aż do krwi, a ona sama siedziała kompletnie złamana pod ścianą we własnym domu.
- Chazzy.. - Wyszeptałam bezradnie, łapiąc dziewczynę za chudą, bladą dłoń.
Bennington podniosła na mnie swój przepełniony bólem wzrok , po czym rzuciła mi się na szyję w rozpaczy.
- Co się stało ? - Powiedziałam spokojnie, gładząc ją po plecach, nie wiem co jej jest, dlaczego jest w takim stanie, dlaczego ona płaczę? Co się działo kiedy mnie z nią nie było?
*.*.*
Chazzy ~
Wtuliłam się najmocniej jak potrafiłam w siedzącą przede mną szatynkę.
Miałam ochotę umrzeć, miałam ochotę zniknąć z tego świata.
- Powiedz co się stało...proszę..
Słyszałam ciągle, ale ja nie chciałam o tym mówić, czułam się nikim, czułam się śmieciem.
- On mnie zgwałcił.. - Wyszeptałam, przełykając ciężko ślinę, leszcze bardziej popadając w rozpacz.
Zaskoczona przyjaciółka, spojrzała na mnie wielkimi oczyma, nadal mnie obejmując.
- Kto? - Zapytała , ocierając mi łzy z policzka.
- Spenser.. - Powiedziałam bardzo głęboko oddychając, by ponownie nie wybuchnąć nieopanowanym płaczem.
Widziałam na twarzy dziewczyny, że nie kojarzy osoby o której mówię, nie mam jej tego mam jej tego za złe, nie mam nikomu niczego za złe.. tylko jemu że mi to zrobił.
~ Rikki.
- Czy Mikeyla na pewno nie zdenerwuję się o to , że używamy jej miksera do robienia szejków?
Zapytałam, patrząc na swój kubeczek z napojem.
- Ona mi pozwoliła u niej siedzieć, mam to na piśmie. - Powiedziała, machając małą niebieską karteczką, mi przed twarzą.
- Martwi mnie to że się nie odzywa, skoro wyszła do Chazzy jakieś 3 godziny temu, i nie dała znaku życia.
Stwierdziłam , biorąc łyk szejka, a ona spojrzała na mnie z bardzo dużymi oczami.
- Sądzisz że Chazzy ją zabiła, za jej słowa, albo ją torturuję, albo zabiła, i zakopała ją u siebie w ogrodzie?
Przewróciłam oczyma, i spojrzałam na nią z ukosa.
- Sądzę że powinnyśmy zadzwonić do Mikeyli i zapytać, czy Chazzy wróci do zespołu.
*.*.*
~ Mikey.
Siedziałam naprzeciwko roztrzęsionej dziewczyny, przyglądając się jej, jak z ledwością przełyka kakao które jej zrobiłam.
W tym momencie usłyszałam " Metallica - The Memory Remains"
Co oznaczało, że dzwoni mi telefon.
Gdy zauważyłam na wyświetlaczu napis " Rikki "
Wstałam z miejsca przykładając komórkę do ucha, robiąc gest dłonią, że zaraz wrócę, po czym weszłam do pokoju obok, zamykając za sobą drzwi.
- Mikey gdzie jesteś.. co z Chazz? - Zapytała lekko podenerwowana perkusistka, ja zaś oparłam się o parapet przykładając dłoń do czoła.
- Wszystko się pokomplikowało.. Chazzy miała wypadek.. znaczy...
- Co ? Jaki wypadek? - Stanowczo głos należał do Danny , więc pewnie były u mnie w domu.
- Nie wypadek.. została... - Przez chwilę zawiesiłam głos. - Zgwałcona..
Wymamrotałam niepewnie, po drugiej stronie słuchawki zastała cisza.
- Za niedługo będziemy.. - Powiedziała cicho Rikki i rozłączyła się.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, przyglądając się tępo cyferką oznaczającym czas rozmowy, lecz nie interesowało mnie to.. wkładając telefon do kieszeni, ponownie oparłam się o parapet, lecz tym razem moja ręka na coś natrafiła, podniosłam to, i przyjrzałam się odnalezionemu przedmiotowi.
Była to pusta strzykawka, nie mam pojęcia skąd to się wzięło, Chazzy bierze?
Wyszłam z pokoju, nadal mając znalezisko w dłoni.
Czerwonowłosa patrzyła tępo w jeden punkt, już była przebrana, miała na sobie jakiś mało ładny sweter w paski , i czarne spodnie.
- Co to jest? - Zapytałam, z tonem zdenerwowanej matki, pokazując strzykawkę.
Dziewczyna podniosła na mnie wzrok, marszcząc czoło.
- To nie moje.. - Zaprzeczyła wystraszona, patrząc na mnie wielkimi oczyma.
- A czyje? Leżało u ciebie na parapecie! Znowu bierzesz?
- Mikey przysięgam, to nie moje! - Powiedziała desperacko, podwijając rękawy, z chęcią pokazania mi że nie ma śladów na ręce po strzykawce, lecz siniaki i zadrapania, skutecznie jej to uniemożliwiały.
Chazz ze swojej niemocy, znowu wybuchnęła płaczem, zasłaniając twarz dłońmi.
Byłam na siebie wściekła, MIKEY NIE WIDZISZ TEGO ŻE ONA NIE KŁAMIE. Skarciłam się w myślach , i wyrzucając strzykawkę, podeszłam do niej, i mocno ją przytuliłam.
- Przepraszam.. wierzę ci.. - Powiedziałam cicho, całując ją w czubek głowy.
W tym momencie do budynku weszły Danny i Rikki, patrząc na nas.
Basistka podbiegła do Chazzy, mocno się do niej przytulając.
- Kto to zrobił? - Powiedziała Bourdon, patrząc na mnie z poważną miną.
- Jakiś "Spenser" - Stwierdziłam, patrząc w jej stronę, a ona przegryzła wargę, zamieniając dłonie w pięści.
Wydaje mi się , że jednak ona wie o kogo chodzi.
- Znajdę i zjebie jak psa, po czym go poćwiartuję, patrząc jak błaga o litość. - Warknęła perkusistka, ruszając w stronę wyjścia, ja zaś rzuciłam się za nią w pogoń łapiąc ją za rękę.
- Uspokój się Rikki.. zadzwońmy na policję..
- Nie, nie na policję! - Krzyknęła Bennington, patrząc na nas z przerażeniem.
- Dlaczego nie? - Zapytałam w chórku z Danny, podchodząc do dziewczyny.
- Bo on mnie znajdzie, i mnie zabiję.. - Wszystkie popatrzyłyśmy nawzajem po sobie, z bezradnością, marszcząc czoło.
- Ja chyba wiem co musimy zrobić.. - Wyszeptała Rikki, spoglądając na mnie.
***
Myślałam że już tego nigdy nie napiszę. (: