niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 3.

~ Chazzy.

Właśnie stoję przed lustrem zapinając ostatni guzik w mojej marynarce. Jadę do taty na tydzień.
Minął już rok od czasu gdy zostałam zgwałcona, i to właśnie było jednym z powodów rozstania rodziców.
Nie potrafili sobię wybaczyć tego że ktoś mnie skrzywdził w naszym domu, często się o to kłócili, do tego doszły inne sprzeczki związane z ich poglądami.
Mama jest kobietą biznesu, pani prokurator osoba bardzo inteligentna i wykształcona.
Mieszkam z nią tylko z tego powodu że tata nie jest w stanie zapewnić mi dobrego bytu jak i szkoły wyższej.
On ledwo łączy koniec z końcem, ale daje sobię jakoś radę, a ja byłabym dla niego zwykłym ciężarem.
Wiem że chciałby ze mną mieszkać tak bardzo, jak ja z nim.
Ostatni raz spojrzałam w lustro.
Czarne spodnie są.
Koszula jest, marynarka także.
Włosy cudownie zaczesane na żelu, gdyż mamę irytuje moja grzywka.
Usłyszałam klakson, uradowana zeszłam z walizka po schodach.
- Witaj Marcus.
- Dzień Dobry Ameljo. - Powiedział do mamy, ledwo wchodząc za próg domu kiedy rzuciłam mu się na szyje.
- Tata! - krzyknęłam sZczęśliwa ściskając go przez chwilę.
Tata w porównaniu do mamy ma całkiem inny styl.
Mama to kobieta z wieczną  elegancją, zaś tata chodzi w brudnych glanach i koszulkach zespołowych.
Też bym się tak ubierała, ale mama uznała że jak będę się buntować to zmieni mi szkołe, a ja nie przeżyje bez Mikeyli dwóch dni, więc muszę się podporządkować.
Tylko przy tacie mogę być sobą, tylko jak jestem u niego mogę ubrać krótkie spodenki i koszulkę z Depehe Mode bez żadnych pretensji, tylko u niego mogę mieć wszystkie włosy na ryju, i nikt nie ma z tym problemu.
- Chazzy zachowuj się tam.
Dodała mama uśmiechając się do mnie miło, a ja pochyliłam się w jej stronę by ucałować ją w policzek.
Gdy wyszliśmy cieszyłam się jak głupia, zawsze się cieszę jak.głupia gdy mogę się od tego uwolnić.
- Chazzy jak tam Linkin Park? - Zapytał tata gdy już byliśmy w samochodzie.
- Nijak, mama nie chce bym brała udział w jakiś satanistycznych ceremoniach..- powiedziałam z ironią, widząc w lusterku jak tata kręci głową.
- Pewnie ani razu nie słyszała co gracie, a jak już słyszała to nawet nie słuchała tekstu..
- Nie sluchala.. - Powiedziałam smutno bawiąc się bryloczkiem z logiem linkin park.
- Kochanie.. - Podniosłam na niego wzrok.
Tata był przystojnym mężczyzna, o czarnych włosach i oczach, oraz ciemnej karnacji. Mimo to że był trochę przy sobię, to zawsze oglądało się za nim wiele kobiet.
Od kilku miesięcy tata umawia się z Vanessą, piękna dziesięć lat starsza ode mnie dziewczyna.
Wiem że brzmi to absurdalnie, ale tata ma 36 lat, i w cale nie jest dziwne to że jest z kobietą tylko 8 lat młodszą.
Van ma jasno różowe ombre, przy kolorze włosów ciemny blond.
Tak jak ja i tata jest metalówą, dlatego idealnie się dogadujemy.
Tata powiedział mi że on weźmie moją walizkę, a ja mam iść do środka zobaczyć niespodziankę jaką mi przygotował.
Niepewnie weszłam do budynku, lecz poza starymi panelami i jednej półce przy schodach niczego nie spostrzegłam.
W pewnym momencie ktoś zasłonił mi oczy dłońmi.
Były to.delikatne i kobiece dłonie, więc nie należały do taty.
- Van? - Powiedziałam , uśmiechając się delikatnie.
- No wiesz..
- Mikey! - Odwróciłam się gwałtownie, rzucając się dziewczynie na szyję.
- Co ty tu robisz?
- Twój tata zaproponował bym spędziła u niego tydzień razem z tobą i zespołem!
- Reszta Linkinów też tu jest?
- Nie.. - Zaśmiała się uroczo, jak to Shinoda. - One będą tu przyjeżdżać.
- To będzie najlepszy tydzień w moim życiu. - Powiedziałam, przytulając się mocno do przyjaciółki.
- A powiedziałaś już najlepszą nowinę? - Zapytał tata, spoglądając na tulacą mnie brunetke.
- A no właśnie! - Mikey ogarnęła włosy do tyłu, szczerząc się przy tym jak zwykle kradnąc mi cały urok którego i tak mam już nie wiele.
- Vanessa pracuje przy oświetleniu na DreamCenter. - Zaczęła, a ja patrzałam jej w oczy z wyczekiwaniem.
- iiii... Załatwiła nam występ w tą sobotę!
- OMG! - Krzyknęłam rzucając się jej ponownie na szyję.
Nasza całoroczna codzienna praca ujrzy światło dzienne pierwszy raz od występu jako przedstawiciele szkoły.
Wygrała Roksana, siostra Mikey ale wtedy jeszcze nie byliśmy tak dobzi jak teraz.
- Zaraz! - Krzyknęłam stanowczo. - Będzie to gdzieś transmitowane?
- No na cały świat. - Powiedziała Shinoda, jak by nie było nic bardziej oczywistego.
- Mama nie może zobaczyć mnie w tv! - Krzyknęłam złamana, łapiąc się za krótko ścięte rude włosy.
Tej soboty może się spełnić moje największe marzenie.
Zdobycie sławy światowego formatu.
Na aktualną chwilę, udało nam się zdobyć 2.000 fanów, ale to nie poskromiło apetytu kogoś kto nosi nazwisko Bennington.
Wraz z dziewczynami od zawsze miałyśmy przed oczyma otwarty świat na naszą muzykę, i właśnie taka sytuacja się przytrafiła.
Mam ją zaprzepaścić przez jedną osobę?

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 2.

~Chazzy.

- Nie, nie, nie , stop!
Westchnęłam głęboko.
Jestem prawie pewna że Mikey znowu doczepi się coś mnie,
bo robi to na każdej próbie już od tygodnia.
 Zdjęłam słuchawki, opierając ręce na biodrach.
- Skup się Chaz, w ogóle nie trafiasz w dźwięki!
- Czy ty ciągle musisz mieć jakiś problem?!
Odwarknęłam , z całej siły pchając szklane drzwi, małego pomieszczenia w którym się znajdowałam.
- Mam ciągle problem, ale z tobą! Jak ma coś z tego na prawdę wyjść to musimy się postarać, a z tego co widzę to tobie się na to nie zapowiada!
- Staram się jak mogę!
- Przestaniecie się kłócić!?
Wrzasnęła Rikki,  wymieniając spojrzenia, tu na mnie, tu na Mikey.
- Ona się o wszystko do mnie dopierdala!
- Bo podchodzisz lekceważąco do sprawy. To jest ważne. Reprezentujemy szkołę.
- Ja najwyraźniej nie sięgam do wymagań LINKIN PARK?
Mój cały gniew przejawiał się w głośnym krzyku na brunetkę, który powoli zaczął się załamywać z każdym nowym zdaniem.
- To może powinniście poszukać sobie nowej wokalistki!
Rzuciłam za siebie , bo czym z niezadowoleniem opuściłam salę muzyczną.

*.*.*

Przed samym wejściem na ogródek, napadł mnie deszcz.
Czując już pierwsze krople na nagich ramionach, wbiegłam na werandę.
Pchnęłam drzwi , i weszłam do środka, jedyne co słyszałam to tykanie zegara, skrzypnięcia podłogi przy moich krokach , czasem dźwięk pieszczochy jak obiłam się o jakiś mebel.
Było bardzo cicho.
- Wiem o której wracasz.. - Cichy głos mężczyzny, dochodził zza moich pleców, przerażona odwróciłam się gwałtownie, i zanim kim jest osoba która je wypowiedziała , zostałam przygwożdżona do ściany.
- Dzień dobry kochanie.. - Wyszeptał mi do ucha, całując mnie delikatnie w szyję.
- Zostaw mnie! - Sapnęłam, próbując do odepchnąć , lecz byłam na to za słaba.
- Nie udawaj.. wiem że mnie kochasz. - Powiedział patrząc mi w oczy, nie przejmując się moją bez sensowną szarpaniną.
Spenser złapał mnie za rękę, i zaczął mnie ciągnąć w stronę sypialni.
- Zostaw mnie! - Warknęłam , biorąc do ręki szklany dzbanek, uderzając nim mężczyznę w głowę.
Naczynie stłukło się na wiele małych kawałków, które pokaleczyły tył głowy Chłopaka, lecz on nie przejął się tym , tylko przygwoździł mnie równie gwałtownie jak ostatnio do ściany.
- Przestań kochanie, nie zrobię ci krzywdy, zależy mi na tobie..
Wyszeptał zmysłowo, całując mnie w usta, po czym wziął mnie na ręce zanosząc mnie do sypialni.
Moje szarpaniny nie miały sensu, nic już nie miało sensu.
Poddałam się, gdy przekręcił klucz w drzwiach pokoju , kiedy byliśmy już w środku.

***

Otworzyłam gwałtownie oczy, byłam w tym samym pokoju.
Całkiem sama, rozejrzałam się dokładnie dla pewności, że tego mężczyzny już nie ma w moim mieszkaniu.
W trakcie zbierałam porozrzucane części garderoby, wkładając je na siebie.
Ma moim wiele widniało wiele siniaków, zadrapań które prawdę mówiąc wyrządziłam sobie sama w chęci samoobrony.
Na samą myśl o tym, co się stało, po powrocie ze szkoły, przewraca mi się w żołądku, czuję ucisk w gardle, a w oczach pojawiają się łzy.
Chodziłam z Spenem do wcześniejszych szkół, ale nie znałam go dobrze , w ogóle go nie znałam.
Mijałam go na korytarzu, jak każdego z uczni.. Nie wiedziałam że może mieć takie plany co do mojej osoby.
Oparłam się plecami o ścianę, i zaczęłam intensywnie płakać.
On mnie zgwałcił.. w moim własnym domu.
Nie rozumiem jak to się stało, jak to jest w ogóle możliwe,
dlaczego to się przytrafiło właśnie mnie?

*.*.*

Mikey ~

Jest już 10.00 ?
Co?!
Siedziałam całą noc nad tą piosenką?
Ziewnęłam , przecierając zmęczone oczy, przy tym rozmazując sobie wczorajszy makijaż.
Obejrzałam się zza siebie, by zobaczyć, co się stało z dziewczynami , bo miałam tak zawaloną głowę, że nawet nie zwróciłabym uwagi na to że ktoś włamał mi się do mieszkania.
- Bez Chazz sobie nie poradzę.. - Wymamrotałam zachrypniętym głosem, patrząc na Dany, która spała na kanapie z zawieszoną głową w dół i otwartą buzią.
Rozejrzałam się jeszcze dokładniej, czy ktoś jeszcze nie śpi pod stertą śmieci na podłodze, lecz nie, na noc u mnie została tylko Phoenix.
Sięgnęłam po niebieską karteczkę samoprzylepną, i napisałam na niej krótki liścik dla Dany.
" Słuchaj Ruda, jadę pogadać z Chaz, będę za niedługo.. jak będziesz wychodzić, to klucz jest w mojej szufladzie.
A.. i nie rób proszę bałaganu w reszcie domu, i tak mam dużo do sprzątania w tym pokoju.
Mikeyla. "
Oderwałam kartkę od sterty, i przykleiłam ją do drzwi, przed które wyszłam.
Miałam już sięgnąć po kurtkę , lecz na widok swojego odbicia ryknęłam śmiechem.
- Matko boska.. - Powiedziałam, widząc swój rozmazany makijaż i rozwalony kucyk.
Pośpiesznie pobiegłam do łazienki, umyć twarz i zrobić nowy makijaż , oczywiście bez ciemnego cienia do oczy, bo nie mam na to czasu.
Jak najszybciej uporałam się z włosami, i wkładając kurtkę, podczas wypluwania wody do płukania, po umyciu zębów, byłam gotowa by wyjść z domu.
Była już 11.30 , tak, ja nie potrafię się szybko zbierać, nawet jeśli się śpieszę i robię sto rzeczy jednocześnie.
Dobrze że Bennington nie mieszka jakieś kilometry ode mnie, tylko mniej więcej dwie ulice dalej, więc postanowiłam jechać rowerem, nie minął nawet kwadrans, a mój środek transportu stał już pod drzwiami dziewczyny.
Niesamowicie zdziwił mnie fakt, że drzwi domu Chazz nie były zamknięte na klucz, i wystarczyło przycisnąć klamkę i lekko je pchnąć, by znaleźć się w jej mieszkaniu.
To było dziwne, przecież ona nie wstaje przez 12.00.
Już przy samym wejściu do mieszkania, coś chrupnęło mi pod podeszwą , podniosłam nogę, spostrzegając pokruszony odłamek szkła.
Gdy mój wzrok powędrował dalej, zorientowałam się , że takich kawałków, leży tu na podłodze całkiem spoko.
- Chazzy? - Krzyknęłam, oglądając się po z pozoru pustym budynku.
- Chazz przepraszam za wczoraj! Nie chcemy nowej wokalistki, jesteś najlepsza!
Krzyknęłam ze skruchą, nadal nie potrafiąc odnaleźć czerwonowłosej.
W pewnym momencie usłyszałam cichy szloch, więc stanęłam w bezruchu, by móc zlokalizować skąd on pochodzi.
Gdy zdałam sobie sprawę że zza schodów, ruszyłam w tamtą stronę , szybkim pewnym krokiem.
- Chazz? - Wyszeptałam, i moim oczom ukazała się skromnie ubrana dziewczyna, z podwiniętymi kolanami aż do twarzy, w które była wtulona.
- Matko Boska, Chazzy co się stało? - Powiedziałam spanikowana, upadając na kolana przed nią.
Jej ciało było w masakrycznym stanie, ręce i całe nogi były posiniaczone i podrapane aż do krwi, a ona sama siedziała kompletnie złamana pod ścianą we własnym domu.
- Chazzy.. - Wyszeptałam bezradnie, łapiąc dziewczynę za chudą, bladą dłoń.
Bennington podniosła na mnie swój przepełniony bólem wzrok , po czym rzuciła mi się na szyję w rozpaczy.
- Co się stało ? - Powiedziałam spokojnie, gładząc ją po plecach, nie wiem co jej jest, dlaczego jest w takim stanie, dlaczego ona płaczę? Co się działo kiedy mnie z nią nie było?

*.*.*

Chazzy ~

Wtuliłam się najmocniej jak potrafiłam w siedzącą przede mną szatynkę.
Miałam ochotę umrzeć, miałam ochotę zniknąć z tego świata.
- Powiedz co się stało...proszę..
Słyszałam ciągle, ale ja nie chciałam o tym mówić, czułam się nikim, czułam się śmieciem.
- On mnie zgwałcił.. - Wyszeptałam, przełykając ciężko ślinę, leszcze bardziej popadając w rozpacz.
Zaskoczona przyjaciółka, spojrzała na mnie wielkimi oczyma, nadal mnie obejmując.
- Kto? - Zapytała , ocierając mi łzy z policzka.
- Spenser.. - Powiedziałam bardzo głęboko oddychając, by ponownie nie wybuchnąć nieopanowanym płaczem.
Widziałam na twarzy dziewczyny, że nie kojarzy osoby o której mówię, nie mam jej tego mam jej tego za złe, nie mam nikomu niczego za złe.. tylko jemu że mi to zrobił.

~ Rikki.

- Czy Mikeyla na pewno nie zdenerwuję się o to , że używamy jej miksera do robienia szejków?
 Zapytałam, patrząc na swój kubeczek z napojem.
- Ona mi pozwoliła u niej siedzieć, mam to na piśmie. - Powiedziała, machając małą niebieską karteczką, mi przed twarzą.
- Martwi mnie to że się nie odzywa, skoro wyszła do Chazzy jakieś 3 godziny temu, i nie dała znaku życia.
Stwierdziłam , biorąc łyk szejka, a ona spojrzała na mnie z bardzo dużymi oczami.
- Sądzisz że Chazzy ją zabiła, za jej słowa, albo ją torturuję, albo zabiła, i zakopała ją u siebie w ogrodzie?
Przewróciłam oczyma, i spojrzałam na nią z ukosa.
- Sądzę że powinnyśmy zadzwonić do Mikeyli i zapytać, czy Chazzy wróci do zespołu.

*.*.*

~ Mikey.

Siedziałam naprzeciwko roztrzęsionej dziewczyny, przyglądając się jej, jak z ledwością przełyka kakao które jej zrobiłam.
W tym momencie usłyszałam " Metallica - The Memory Remains" 
Co oznaczało, że dzwoni mi telefon.
Gdy zauważyłam na wyświetlaczu napis " Rikki "
Wstałam z miejsca przykładając komórkę do ucha, robiąc gest dłonią, że zaraz wrócę, po czym weszłam do pokoju obok, zamykając za sobą drzwi.
- Mikey gdzie jesteś.. co z Chazz? - Zapytała lekko podenerwowana perkusistka, ja zaś oparłam się o parapet przykładając dłoń do czoła.
- Wszystko się pokomplikowało.. Chazzy miała wypadek.. znaczy...
- Co ? Jaki wypadek? - Stanowczo głos należał do Danny , więc pewnie były u mnie w domu.
- Nie wypadek.. została... - Przez chwilę zawiesiłam głos. - Zgwałcona..
Wymamrotałam niepewnie, po drugiej stronie słuchawki zastała cisza.
- Za niedługo będziemy.. - Powiedziała cicho Rikki i rozłączyła się.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, przyglądając się tępo cyferką oznaczającym czas rozmowy, lecz nie interesowało mnie to.. wkładając telefon do kieszeni, ponownie oparłam się o parapet, lecz tym razem moja ręka na coś natrafiła, podniosłam to, i przyjrzałam się odnalezionemu przedmiotowi.
Była to pusta strzykawka, nie mam pojęcia skąd to się wzięło, Chazzy bierze?
Wyszłam z pokoju, nadal mając znalezisko w dłoni.
Czerwonowłosa patrzyła tępo w jeden punkt, już była przebrana, miała na sobie jakiś mało ładny sweter w paski , i czarne spodnie.
- Co to jest? - Zapytałam, z tonem zdenerwowanej matki, pokazując strzykawkę.
Dziewczyna podniosła na mnie wzrok, marszcząc czoło.
- To nie moje.. - Zaprzeczyła wystraszona, patrząc na mnie wielkimi oczyma.
- A czyje? Leżało u ciebie na parapecie! Znowu bierzesz?
- Mikey przysięgam, to nie moje! - Powiedziała desperacko, podwijając rękawy, z chęcią pokazania mi że nie ma śladów na ręce po strzykawce, lecz siniaki i zadrapania, skutecznie jej to uniemożliwiały.
Chazz ze swojej niemocy, znowu wybuchnęła płaczem, zasłaniając twarz dłońmi.
Byłam na siebie wściekła, MIKEY NIE WIDZISZ TEGO ŻE ONA NIE KŁAMIE. Skarciłam się w myślach , i wyrzucając strzykawkę, podeszłam do niej, i mocno ją przytuliłam.
- Przepraszam.. wierzę ci.. - Powiedziałam cicho, całując ją w czubek głowy.
W tym momencie do budynku weszły Danny i Rikki, patrząc na nas.
Basistka podbiegła do Chazzy, mocno się do niej przytulając.
- Kto to zrobił? - Powiedziała Bourdon, patrząc na mnie z poważną miną.
- Jakiś "Spenser" - Stwierdziłam, patrząc w jej stronę, a ona przegryzła wargę, zamieniając dłonie w pięści.
Wydaje mi się , że jednak ona wie o kogo chodzi.
- Znajdę i zjebie jak psa, po czym go poćwiartuję, patrząc jak błaga o litość. - Warknęła perkusistka, ruszając w stronę wyjścia, ja zaś rzuciłam się za nią w pogoń łapiąc ją za rękę.
- Uspokój się Rikki.. zadzwońmy na policję..
- Nie, nie na policję! - Krzyknęła Bennington, patrząc na nas z przerażeniem.
- Dlaczego nie? - Zapytałam w chórku z Danny, podchodząc do dziewczyny.
- Bo on mnie znajdzie, i mnie zabiję.. - Wszystkie popatrzyłyśmy nawzajem po sobie, z bezradnością, marszcząc czoło.
- Ja chyba wiem co musimy zrobić.. - Wyszeptała Rikki, spoglądając na mnie.

***

Myślałam że już tego nigdy nie napiszę. (:



czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 1.

Tak żeby nie było.. To opowiadanie jest dość inne niż reszta, ponieważ jest "światem równoległym" 
Linkowie są tutaj przedstawieni w postaci dziewczyn, mam nadzieję że się spodoba. :33
***
Jak oparzona przemierzałam kolejne schody w budynku szkoły.
Super Chazzy, znowu spóźniłaś się na lekcje! - Pomyślałam, biegnąc przez długi korytarz, prawie potykając się o własne nogi. Czarny plecak na ramieniu, wcale nie pomagał.
W pewnym momencie zatrzymałam się pod salą z numerem 15 i westchnęłam.
Pan White chyba mnie zamorduje za kolejne spóźnienie, a Mikeyla mnie zamorduje jak w ogóle się nie pojawię. Opuściłam głowę, patrząc na czubki swoich glanów.
Raz kozie śmierć - Pomyślałam otwierając delikatnie drzwi. - Witaj Bennington, cieszę się że w końcu zagościłaś na lekcjach. - Powiedział nauczyciel, przyglądając mi się z irytacją, ja zaś zrobiłam żałosną minę, bąkając tam gdzieś pod nosem "przepraszam" usiadłam obok czarnowłosej przyjaciółki przy ławce. - Kiedyś cię zamorduję.. - Powiedziała dziewczyna, notując coś w zeszycie z Historii, nawet nie podnosząc na mnie wzroku. - Przepraszam Mikey, ale zaspałam.. śpieszyłam się jak mogłam.. - W tym momencie w sali rozbrzmiał dzwonek, a dziewczyna spojrzała na mnie ze złością. - Na koniec lekcji. - Powiedziała sucho, pakując swoje rzeczy, po czym wyminęła mnie, w pośpiechu wychodząc z sali. - Spoko młoda, i tak nie zdasz Historii.. - Zaśmiała się Dany, obejmując mnie ramieniem. - O co chodzi Mikeyli ?
- No po raz kolejny nie przyszłaś na lekcję, też bym się wkurzyła jak by Jo mi tak zrobiła. - Stwierdziła dziewczyna, słodko się uśmiechając.
Dany to jedyna dziewczyna wśród naszej małej grupki, która ma zielone oczy, i piękne rude, falowane włosy sięgające jej do połowy pleców, ja mam krótkie włosy, bo mam tylko krótkiego czerwonego irokeza, ale zastanawiam się nad zapuszczeniem włosów. - Będziecie tu cały dzień? Czy na matmę też nie idziesz? - Zapytała rozbawiona Brace , pakując rzeczy do swojej torby. - Już idę. - Powiedziałam, wkładając szybko plecak na ramię, i wychodząc z sali.

Wchodząc pośpiesznie do jadalni, musiałam przepychać się pomiędzy dużo wyższymi uczniami, co było irytujące, ale już się przyzwyczaiłam.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w poszukiwaniu przyjaciółki, którą znalazłam po dłuższej chwili.
- Boże Mikey, ja cię serio bardzo przepraszam...
- Spoko, już się nie gniewam, siadaj i patrz... - Zdezorientowana, usiadłam krzesło zaraz obok niej, a ona pochyliła się lekko do mnie, i wyszeptała. - Zobacz kto siedzi.. - Kiwnęła porozumiewawczo głową, a ja odwróciłam wzrok w tamtą stronę. - O Boże, to Sam. - Powiedziałam podekscytowana, zasłaniając usta. - Czy on nie jest boski? - Zapytałam, uśmiechając się na całą twarz. - Eee tam, pal licho z Samem, spójrz na Artura. - Stwierdziła, wyszczerzając swoje duże, białe ząbki, i poprawiając włosy, przy okazji zabijając cała moją urodę, swoją ogromną atrakcyjnością. - No co ty, Sam jest ładniejszy. - Powiedziałam poirytowana. - Po moim trupie. - Stwierdziła czarno włosa, wybuchając śmiechem. - Tu jesteście, a ja was szukam jak głupia. - Rikki usiadła naprzeciwko nas, a obok niej usiadła Brace trzymając w dłoni mały kartonik soku truskawkowego. - Wiecie co? Znalazłam coś interesującego. Konkurs, zgłaszają się do niego amatorskie zespoły, do wygrania 10.000$ czaicie to?
- No niby czaimy, ale co mamy z tym wspólnego? - Zapytałam, prosząc wcześniej Bruce o łyk soczku.
- No jak to co? Ja gram na perkusji, Bry na gitarze, Dany na basie, Jo coś tam tworzy na komputerze.. nie znam się na tym, ty potrafisz śpiewać a Mikey... ona potrafi wszystko. - Stwierdziła smutna, że musi się przyznać, za to Mikeyla przeżywała chwilę chwały. - To... jak będziemy się nazywać?
- To musi być coś co łączy nas wszystkich, co wszyscy kochamy, mimo tego że jesteśmy różne. - Stwierdziła Bruce, wyrywając mi kartonik soczku. - Pizza Girls? - Zakpiła Mikey, chichocząc słodko pod nosem. - Chcesz by nas kojarzono z wielbicielami fustfoodów ? - Powiedziała ironicznie Rikki, masując swoje skronie. - Może coś związanego z tym parkiem w którym siedzimy zawsze po szkole? - Powiedziała Delson, ogarniając swoje gęste loki tylko na jedną stronę. - No właśnie! Chazzy, jak nazywa się ten park w pobliżu twojego domu? - Zapytała podekscytowana Rikki. - Park Lincolna. - Stwierdziłam, patrząc na nich ze zmarszczonym czołem. - LINCOLN PARK! - Krzyknęła podekscytowana Shinoda, podnosząc się z miejsca, a my zaraz za nią. - Świetny pomysł, chodźmy przedstawić go Dany i Jo.

- Dany! - Krzyknęła na cały głos Mikey, lecz głośna muzyka do której tańczyła gromadka osób kompletnie ją zagłuszyła. - Dany! - Krzyknęłam ja tym razem, i dziewczyna na chwilę odwróciła wzrok w naszą stronę. - Wiemy jak nazwać zespół! - Krzyknęła wyższa ode mnie o pół głowy, czarnowłosa dziewczyna. - Jak?! - Wydaje mi się że rozmowa w takim hałasie na odległości 5 metrów, to nie najlepszy pomysł, ale... Mikey jest śliczna, nie musi być jakoś super inteligentna...
- LINKOLN PARK! - Tamta zaś zmarszczyła czoło. - LINKIN PARK? - Krzyknęła, podnosząc jedną brew.
Razem z Mikey wymieniłyśmy się zadowolonymi spojrzeniami. - Tak! - Krzyknęła na cały ryj, zaś Dany pokazała tylko kciuk w górę, i wróciła do swojego ambitnego pogo. 

- Rikki! Jest mała zmiana planów. - Powiedziała Shinoda, a ja za nią wręcz truchtałam bo mam dużo mniejsze nogi od niej. - Jaka zmiana? - Powiedziała przestraszona, ogarniając swoje krótkie włosy do tyłu. - Spokojnie, zmiana nazwy. - Powiedziała, uśmiechając się swoim Shinodowym uśmiechem.  - Mianowicie "Linkin Park" - stwierdziłam uśmiechając się szeroko, ale tak szeroko jak Mikeyla to się nie da. - Spoko nazwa, ale jak na to wpadłyście? - Zapytała Brace, strasząc mnie nie na żarty, bo stała zaraz za mną. 
- Bo Dany to tak zrozumiała w tym hałasie i uznałyśmy że tak brzmi lepiej. 

2 DNI PÓŹNIEJ.

W całej szóstce usiadłyśmy przy stoliku w stołówce.
- Brace po cholerke ci ta gitara? - Zapytała Rikki, zwracając uwagę nas wszystkich na Delson. - No bo ją kocham.- Powiedziała, przytulając się do instrumentu. - No dobra, mniejsza, "Beed it out" może być dobra na rozpoczęcie? Połączenie rapu z rockiem może wzbudzić w ludziach zainteresowanie. - Powiedziała Jo, wyciągając laptopa po czym odtworzyła ścieżkę dźwiękową. [ ]
- Próbujemy... Mikey zacznij. - Powiedziała pośpiesznie, rzucając dziewczynie tekst. 


Yeah, here we go for the hundredth time
Hand grenade pins in every line
Throw ‘em up and let something shine
Going out of my fucking mind
Filthy mouth, no excuse
Find a new place to hang this noose
String me up from atop these roofs
Knot it tight so I won’t get loose
Truth is you can stop and stare
Bled myself out and no one cares
Dug the trench out, laid down there
With a shovel up out of reach somewhere
Yeah, someone pour it in
Make it a dirt dance floor again
Say your prayers and stomp it out
When they bring that chorus in


Od razu poczułam spojrzenia ludzi ze stołówki , ale w tym momencie miałam to gdzieś.


I bleed it out
Digging deeper just to throw it away
I bleed it out
Digging deeper just to throw it away
I bleed it out
Digging deeper just to throw it away
Just to throw it away
Just to throw it away
I bleed it out !!


Nie dokończyliśmy niestety przy ścieżce dźwiękowej, co oznacza, że ostatnie zdanie zaśpiewałam akapella. 
Nauczyciel pilnujący porządku na stołówce, wyłączył nam muzykę, z wielkim uśmiechem, przyglądając się naszej szóstce. - Jak miło, obydwie Shinody będą reprezentować naszą szkołę, i Steven. - Dodał, odwracając się w stronę stolika o który opierał się przystojny, blady blondyn, którego można pomylić z wampirem. W pewnym momencie odszedł, a my wstałyśmy by opuścić pomieszczenie.
- Dwie Shinody? - Zapytałam , patrząc pytająco na przyjaciółkę. 
- Tak, Lili też bierze udział, tylko że jej występ to będzie bardziej musical...
Lili to o rok młodsza siostra Mikey, która całym sercem jej nienawidzi za jej liczne talenty, ale ona też nie ma na co narzekać, jest wielojęzyczną aktorką.
Ta rodzina jest przerażająca.

*.*.*

HeHe... Tak bardzo inne. ; o